sobota, 15 grudnia 2012

Fryderyk

  Spojrzałam na troskliwą matkę, szybko dostrzegłam brak brata. Pustka obok niej mnie zaniepokoiła.
  Tlen,który wdychałam stawał się dla mnie przyjemnością, a nawet zaszczytem. Łatwo przedostawał się przez mój układ oddechowy, usta nie pracowały jak wcześniej, przed snem.
-Gdzie Fryderyk?-spytałam. Mój cichy głosik nabierał uczucia, matka od razu zorientowała się,że jestem smutna. Miała rację, nie mogłam tak leżeć i czekać aż młodszy brat przyjdzie do mnie,teraz ja muszę przyjść do niego.
-Poszedł do swojego pokoju.-powiedziała matka. Jej delikatna dłoń odgarnęła moje rudo-brązowe włosy, czułam jak zimne palce mamy przesuwają się po moim policzku, drugą dłonią opierała się o łóżko.
   Czekałam na to,że sama zaproponuję wstanie z łóżka. W moim sercu żywiła się nadzieja, która często mnie odwiedzała, niestety, musiała odchodzić...
   Cicho westchnęłam, poczułam ukłucie w gardle, lek matki nie działał zbyt długo, ale przynajmniej dawał chwilę ulgi. W brzuchu rodził się głód, ręce zaczęły się lekko trząść. Zimno ogarnęło moje ciało. Ból i Strach wracali do mnie, są jak bumerang. Rzucasz, chcesz się go pozbyć, a jednak...on wraca za każdym razem.
-Masz jeszcze to lekarstwo?-spytałam. Słyszałam jak moje słowa unoszą się w powietrzu, ledwie został wypowiedziane. Znów sprawiały mi ból, okropne ukłucia kuły moje płuca.
-Zaraz przyjdę.-oznajmiła matka. Moje powieki zakryły źrenicę, ale nie uszy, dzięki którym usłyszałam cichy trzask drzwi.
  Nie miałam już sił na nic, nawet na otworzenie oczu. Cicho szlochałam w sobie, byłam bezbronna,a z każdą sekundą traciłam co raz więcej sił. Oddychanie sprawiało największy ból, próbowałam wdychać powietrze jak najwolniej i jak najdelikatniej, by nie sprawiać sobie bólu, lecz niestety...cierpienie było moim przewodnikiem.Nigdy nie było tak,bym nie cierpiała. W każdy sposób, w każdej chwili...
  Ponownie usłyszałam dźwięk otwierających się drzwi,a sekundę po tym trzask. Bardzo cichy, a zarazem bolesny... Uszy zaczęły mnie boleć, nie słyszałam prawie nic.
  Ukłucie, igła przeszyła moją skórę. Czułam jak z ramienia leci kropelka mojej krwi. Ukojenie,które przyniósł mi wacik było dla mnie wspaniałe. Cieszyłam się z takich chwil, gdy nie musiałam cierpieć. Nie potrafiłam opisać swojego szczęścia słowami, moje oczy roniły kolejne łzy płynące po moim policzku.
-Ja..-zaczęłam. Słowa znów mnie tak nie bolały, lecz czułam jeszcze lekkie drapanie i kłucia. - Jestem zdrowa?- słyszałam jak wyrazy przez ze mnie wypowiedziane, napełnione są nadzieją.
-Prawie.-usłyszałam głos matki. Nie wiedziałam czy się uśmiecha czy też nie, bałam się otworzyć oczy.
   W pewnym momencie je otworzyłam, wszystkie barwy były inne. Pełniejsze radości, ale to nie tak bardzo mnie ucieszyło. Tym powodem był Fryderyk stojący koło mnie przed mamą.

3 komentarze:

  1. Nieźle ci idzie opisywanie choroby :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. Tylko ty patrz na te błędy stylistyczne. Przeczytaj tekst ze dwa razy nim opublikujesz. Ja tak robię :)

      Usuń