Spojrzałam na troskliwą matkę, szybko dostrzegłam brak brata. Pustka obok niej mnie zaniepokoiła.
Tlen,który wdychałam stawał się dla mnie przyjemnością, a nawet zaszczytem. Łatwo przedostawał się przez mój układ oddechowy, usta nie pracowały jak wcześniej, przed snem.
-Gdzie Fryderyk?-spytałam. Mój cichy głosik nabierał uczucia, matka od razu zorientowała się,że jestem smutna. Miała rację, nie mogłam tak leżeć i czekać aż młodszy brat przyjdzie do mnie,teraz ja muszę przyjść do niego.
-Poszedł do swojego pokoju.-powiedziała matka. Jej delikatna dłoń odgarnęła moje rudo-brązowe włosy, czułam jak zimne palce mamy przesuwają się po moim policzku, drugą dłonią opierała się o łóżko.
Czekałam na to,że sama zaproponuję wstanie z łóżka. W moim sercu żywiła się nadzieja, która często mnie odwiedzała, niestety, musiała odchodzić...
Cicho westchnęłam, poczułam ukłucie w gardle, lek matki nie działał zbyt długo, ale przynajmniej dawał chwilę ulgi. W brzuchu rodził się głód, ręce zaczęły się lekko trząść. Zimno ogarnęło moje ciało. Ból i Strach wracali do mnie, są jak bumerang. Rzucasz, chcesz się go pozbyć, a jednak...on wraca za każdym razem.
-Masz jeszcze to lekarstwo?-spytałam. Słyszałam jak moje słowa unoszą się w powietrzu, ledwie został wypowiedziane. Znów sprawiały mi ból, okropne ukłucia kuły moje płuca.
-Zaraz przyjdę.-oznajmiła matka. Moje powieki zakryły źrenicę, ale nie uszy, dzięki którym usłyszałam cichy trzask drzwi.
Nie miałam już sił na nic, nawet na otworzenie oczu. Cicho szlochałam w sobie, byłam bezbronna,a z każdą sekundą traciłam co raz więcej sił. Oddychanie sprawiało największy ból, próbowałam wdychać powietrze jak najwolniej i jak najdelikatniej, by nie sprawiać sobie bólu, lecz niestety...cierpienie było moim przewodnikiem.Nigdy nie było tak,bym nie cierpiała. W każdy sposób, w każdej chwili...
Ponownie usłyszałam dźwięk otwierających się drzwi,a sekundę po tym trzask. Bardzo cichy, a zarazem bolesny... Uszy zaczęły mnie boleć, nie słyszałam prawie nic.
Ukłucie, igła przeszyła moją skórę. Czułam jak z ramienia leci kropelka mojej krwi. Ukojenie,które przyniósł mi wacik było dla mnie wspaniałe. Cieszyłam się z takich chwil, gdy nie musiałam cierpieć. Nie potrafiłam opisać swojego szczęścia słowami, moje oczy roniły kolejne łzy płynące po moim policzku.
-Ja..-zaczęłam. Słowa znów mnie tak nie bolały, lecz czułam jeszcze lekkie drapanie i kłucia. - Jestem zdrowa?- słyszałam jak wyrazy przez ze mnie wypowiedziane, napełnione są nadzieją.
-Prawie.-usłyszałam głos matki. Nie wiedziałam czy się uśmiecha czy też nie, bałam się otworzyć oczy.
W pewnym momencie je otworzyłam, wszystkie barwy były inne. Pełniejsze radości, ale to nie tak bardzo mnie ucieszyło. Tym powodem był Fryderyk stojący koło mnie przed mamą.
Nieźle ci idzie opisywanie choroby :)
OdpowiedzUsuńDzięki ;)
OdpowiedzUsuńTylko ty patrz na te błędy stylistyczne. Przeczytaj tekst ze dwa razy nim opublikujesz. Ja tak robię :)
Usuń