sobota, 15 grudnia 2012

Moje Oblicze

    Życie jest straszne, krzywdzi mnie na każdym kroku. Mimo delikatnego stąpania krwawiącymi stopami, to ciągle brnie, niszcząc moją psychikę. Każde łzy, płacz, smutek,gniew,złość... Meczę się byciem sobą, normalne słowa utkwione są w mojej głowie, a jednak nie potrafię ich wypowiedzieć. Bez sensu chowam się w cieniu, czekając na odejście Strachu, i gdy już mam nadzieję..gaśnie wraz z jego dotykiem na moim ramieniu. Dziwne uczucie przeszywające me ciało, dreszcz, zmęczenie mnie zabiera. Trudny sen pozwala mi śnić, jedynie o moich lękach... Moje imię wypowiadane przez chłopaka, który jedynie przychodzi w myślach o północy, gdy powieki męczarnie usychają opadając. A jednak walczę, mając nadzieję w sobie,że już nigdy nie zgaśnie...
 -Śpisz?- głos Fryderyka powalił moje ociężałe ręce. Moje zamknięte oczy udawały sen, próbując odgonić go od moich myśli. Delikatnie usypiałam swoje myśli jak i głos braciszka. Brązowe włoski,krótkie, a jednak uwielbiałam je dotykać i robić farmę hodując zmyślone pchły i kleszcze. Blada buźka odgrywająca jądro, które samym środkiem były różowiutkie usteczka. Błyszczące radością zielonkawe oczęta obserwujące każde zdarzenie. Mój mały braciszek...
-Nie..-odpowiedziałam ledwo otwierając usta. Gorące czoło zaczęło mi kręcić przed oczami,które uchyliłam z próbę zobaczenia miny chłopczyka. 
Nie był smutny, jego twarz okryta była szczerym uśmieszkiem. Mała dłoń wsunęła się delikatnie pod moją, objął ją lekko, by nie za bolało mnie.
-Mama poszła do apteki po leki.-oznajmił. Jego siedmioletnie zdania dawały mi do zrozumienia,że nie mogę umrzeć. Nie mogłam go zostawić, musiała bym być okrutna i nikczemna, by mu to zrobić. Sam z matką, jej za pewne by ulżyło. Mniej wydawała,by pieniędzy, ale mu... płakał,by całymi dniami. Łzy spływały po białej twarzy, wilgotne oczka ciągle roniły łzy... 
-To dobrze..-wykrztusiłam. Ciężkie słowa drapały moje chore gardło, musiałam je wykrztusić,ale nie dałam rady. Powoli nabrałam trochę sił i zaczęła kaszleć. 
-Biedna Ana...-wyszeptał Fryderyk. Tak bardzo nienawidził mojej choroby, jego marzenia dotyczyły mnie. Zwłaszcza mnie.. Zostać lekarzem i mnie uzdrowić. Wzruszające słowa,które za każdym razem wprowadzają mnie w smutny stan. Jak on mnie kochał...
-Nie martw się...- wypowiedziałam urywając na chwilę kaszel. Poczułam na sekundę ulgę, która zaczęła trwać co raz dłużej. Przestałam kaszleć.
   Miałam ochotę podnieść się na łokciach, przytulić brata lub też odrobić lekcję. Pragnienia ginęły wraz z ubywającym czasem. Kolejny mój wróg, posuwał się bardzo wolno, a tak bardzo ranił moje ledwo bijące serce.
   Usłyszałam cichy trzask drzwi, matka wróciła wraz z lekami dla mnie. Zamknięte oczy nie ułatwiały mi nic. Uciszyłam chęć jej zobaczenia, ponieważ poczułam jej delikatną rękę dotykającą mojego policzka. Otarła łzę, którą nie chcący uroniłam. Wiedziałam,że mnie kocha mimo każdej przeszkody stojącej na drodze do szczęścia.
-Nie płacz.-poprosiła cicho swoim wysokim głosem.- Twoje różowe policzki będą mokre.- dodała. Kolejny dotyk tym razem w czoło, pocałowała mnie lekko. 
-Kocham cię...-wyszeptałam resztkami sił. Opadałam w dół, ciężkie ciało było posłuszne grawitacji. Usnęłam.

6 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Fajnie to opisałaś. W podobny sposób opisałam swoje przeziębienie :D

      Usuń
  2. 56 yrs old Budget/Accounting Analyst I Randall Gudger, hailing from Vancouver enjoys watching movies like Iron Eagle IV and Fashion. Took a trip to Madriu-Perafita-Claror Valley and drives a Wrangler. opis

    OdpowiedzUsuń