Leżałam w ciszy przykryta kremową pościelą. Ciepło kołdry dawało mi trochę siły, których mi nie brakło.
-Kiedy będę zdrowa?-spytałam bez problemu. Tak bardzo kochałam ulgę, gdy mogę robić wszystko bez ograniczeń. Bez bólu..
-Nie długo.-odpowiedział Fryderyk. Widziałam jego biały uśmiech, nie był śnieżny, ale biały.
Uśmiechnęłam się szeroko, oboje patrzyliśmy na siebie z szerokim uśmiechem. W końcu z poważną miną spojrzałam na matkę, której twarz była obojętna.
-Mogę wstać?-zadałam kolejne pytanie. Czekałam na jej reakcje, na ruch. Od odpowiedzi zależało kilka następnych sekund.
Oddaliła się kawałek, tuż przy drzwiach lekko się odkręciła do nas. Wyraz twarzy wyjaśnił mi prawie wszystko, była z jakiegoś powodu smutna.
-Możesz.-powiedziała cicho, a zanim się obejrzałam jej już nie było. Zostawiła tylko przymknięte drzwi.
Zaniepokoiłam się, ale te myśli odrzuciłam bardzo szybko. Miałam zaraz wstać, zrobić coś, czego od dawna nie robiłam. Znów miałam chodzić, ponieważ choruję już od dłuższego czasu, a tuż przed chorobą miałam złamaną nogę po wspinaniu się po drzewach..
Podniosłam się na łokciach, pełna sił przerzuciłam delikatnie nogi poza łóżko. Trochę się zmęczyłam, ale po chwili odzyskałam siły, które mam pod dostatkiem. Uniosłam się powoli, siedziałam na łóżku!
Fryderyk usiadł koło mnie,poczułam jak łóżko się pod nami ugina. Moja jeszcze zimna dłoń dotknęła jego ręki, wtulił się we mnie. Oparła głowę o jego ramię i przymknęłam oczy.
-Chcesz wstać?-spytał mnie. Zabrałam głowę i spojrzałam na niego otwartymi szeroko oczami. On troszczył się o mnie bardziej niż matka. Kochał mnie, to wiem. Oparłam się dłońmi na łóżku, to był decydujący moment,w którym dowiem się czy mogę już chodzić. Naprężyłam się jak kot, usadowiłam dobrze gołe stopy na podłodze. Drewniana podłoga była lodowata, zimno mnie przeszyło, dlatego schowałam je w purpurowych kapciach. Chwilę przeczekałam, po czym podniosłam się na rękach i wyprostowałam. Stałam!
Moją równowagę zakłóciło wejście mamy do pokoju, zachwiałam się,ale Fryderyk pomógł mi ją zachować chwytając moje ramiona. Stanął dumnie obok mnie. Oparłam się o niego, mój łokieć powędrował
na jego niskie ramię.
-Dzięki braciszku.-podziękowałam i uśmiechnęłam się do niego. Mój uśmiech oznaczał dla niego wszystko, zawsze był posłuszny i miły dla mnie. A mnie cieszyło jego szczęście w niesieniu mi pomocy.
Matka stała w drzwiach z wymuszonym uśmiechem. Widać było jej smutek i nie zadowolenie.
-Fryderyku, możesz pójść do swojego pokoju?-spytała matka. Brat spojrzał się na mnie, na naszych twarzach widać było smutek i strach. Jednak posłusznie wyszedł, ominął matkę i zamknął za sobą drzwi.
Czas było, by dowiedzieć się jakiejś strasznej prawdy.
-Usiądziesz?-spytała mnie matka. Przecząca kiwnęłam głową, nie miałam ochoty siedzieć. Ledwo wstałam,a ona mi już karze siedzieć. Nie chciałam się z nią kłócić, dlatego ten temat przemilczałam i czekałam na opowieść rodzicielki.
Podeszła do mnie cicho tak,że gdybym leżała w łóżku nie usłyszałabym jej. Bałam się jej, dokładniej to jej słów, które zaraz mogły zrujnować moją psychikę do końca.
POwinno jej się kręcić w głowie. Sama by zbyt długo nie ustała. Wiem, bo miałam tak po ataku bólu nerek. To było straszne. A każdy krok sprawiał mi ból. Kręciło mi się w głowie, chciało wymiotować. Ten ból....
OdpowiedzUsuńNie wiem co jej dolega, ale nerki są nie do opisania @.@
Tak,ale nie zapomnij,że miała lek.;3
OdpowiedzUsuńCierpiałam 5 godzin, zanim lek zaczął działaś. Po tym czułam się osłabiona, wymiotować mi się chciało. Jeśli długo się leży, żaden lek na to nie pomoże. :) To tak dla twojej informacji, przeżyłam ogromny ból porównywalny do rodzenia dzieci, więc wiem mniej więcej jak to wygląda :)
Usuń