sobota, 29 grudnia 2012

Szczęście

   Szalony braciszek wyleciał z pokoju z szerokim uśmiechem. Obok mnie zrobiło się miejsce,niechciane. Nikt już tam nie chciał usiąść, z resztą, mogła to zrobić tylko matka,która powoli wyjmowała igłę z mojego ramienia.
  Ciemność zaczęła wchodzić przez szklaną szybkę. Okno nie było dużo, ale dawało tyle światła ile potrzebowałam. Nocami nad moją głową świeciło sztuczne słońce,które zapalano, gdy czas było na wieczór. Rankiem zgaszone wirowało lekko nad moją głową,płynąć z delikatnym wietrzykiem niesionym przez otwarte drzwi.
  Fryderyk wszedł do mojego pokoju z tacą na rękach. Brązowa tacka zapełniona była szklanką z herbatą, na której unosiła się cytryna, bułka posmarowana masłem i przykryta serem. A obok tego stało małe jabłuszko. Zdziwiło mnie to,traciłam już orientację i nie wiedziałam jaką porę roku mamy.
-Rosną jabłka?-spytałam cicho widząc,że matka zapisuję coś w swoim zeszycie. Dokładnie, małym szarym pamiętniku,którego ja i Fryderyk nie mamy prawa dotknąć pod żadnym pozorem.
-Jest jesień, początek. -oznajmił.- Pamiętasz,że mamy nie daleko sad?- dodał cicho. Kiwnęłam głową, a on uśmiechnął się kładąc przy mnie tackę,na miejscu,gdzie wcześniej siedział.
  Sięgnęłam po kanapkę i moimi słabymi zębami ugryzłam kawałek. Nie dałam rady jeść,ale zmuszałam się dla ukojenia mojego żołądka,który wyraźnie o to prosił.
  Cudna eksplozja wybuchła mi w buzi. Wzięłam drugi kęs bez pośpiechu,ale tym razem nie było takiego smaku.
  Zjadłam w końcu całą kanapkę, przymknęłam oczy próbując usnąć po kolacji.
-Śpij dobrze...-usłyszałam głos Fryderyka i cichy trzask zamykanych drzwi. Zostałam sama. Przypomniałam sobie o herbacie,ale nie miałam na nią ochoty, chciałam  tylko zasnąć.
  W końcu się jego doczekałam.
  Sen przywracał mi wszystkie wspomnienia, chodzącą po lesie z Fryderykiem,który bawił się w wilka, a ja chodziłam z stronami przed oczami. Pamiętam,że wtedy czytałam swoją pierwszą książkę fantasy. I gdy tylko wszystko doszło do momentu upadku książki przerzuciłam się na wspomnienie lata nad stawem. Tylko cztery miesiące później byłam ja czytająca na starym mostku z poręczami już ze zdrapaną żółtą farbą. To moja druga książka fantasy, której trylogia najbardziej mnie wciągnęła. Opowieść o miłości i za razem o strachu,walce i poświęceniu. Wszystko kręciło się wokół książek, i kolejne wspomnienie zimy. Szłam przez zaspy do mojego ukojenia. Pobliskiej biblioteki gminnej, po kolejne części, ale niestety... nie było jej. Żadnej części, ani żadnego podobnego tytułu. Zasmucona i zmęczona musiałam wrócić do domu, pewnie tak ponad połowę kilometra.
-Ana?-głos,który mnie obudził.Fryderyk.

7 komentarzy:

  1. Jabłka są sprzedawane cały rok :). Wystarczy wiedzieć gdzie kupować XD

    OdpowiedzUsuń
  2. xD Tylko oni ich nie kupują,bo oszczędzają ;3 Co mogą to sami hodują albo proszę sąsiadów,tak jakby,bo kawałek od nich mieszka najbliższa rodzina.;3

    OdpowiedzUsuń
  3. Ojej, opowiadania XD. Fajnie piszesz *-*. A mogę wiedzieć kim jesteś? Widziałam blog o marzycielach. Czyli należysz do marzycieli?

    OdpowiedzUsuń
  4. Marzenie, twoją matką XD :D ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O.o. Nie przypuszczałam :D. Fajny blog XD. Ja prowadzę tylko bloga marzycieli :)

      Usuń