sobota, 15 grudnia 2012

Ukojenie

  Sen ukoił mnie na chwilę, zesłał mi ulgę. Śniłam o sobie w roli głównej, siedziałam na złocistym piasku. Przesypywał się przez moje palce, stopy moczone były ciepłą morską wodą. Utulona światłem, szczęściem i zdrowiem bawiłam się swoim ciałem i piaskiem. Uginałam palce myśląc, że zaraz je złamię, kręciłam głową twierdząc, że zaraz błękitne niebo stanie się ciemnym kosmosem pełnym gwiazd.
  Męska dłoń spoczęła na moim ramieniu.Przestraszyłam się, dreszcz mnie przeszył. Rozglądałam się po wodzie, szukając broni. Moja młoda dłoń chwyciła garstkę piasku, zdecydowanie odwróciłam się do tyłu i sypnęłam piaskiem ...powietrze. Moje zdziwione oczy obserwowały ruch opadającego piasku. Wolne tempo wprowadziło się do mojego snu.
  Chciałam wstać, lecz nie kontrolowałam swojego ciała. Słodkie morze zmieniło się w zanieczyszczone jezioro, piasek zaczął mnie kuć w każdym miejscu. Lecz to nie był już piasek, raczej kamyki. Przestraszona, zmęczona a za razem zdziwiona upadłam na podłoże skazując siebie na długi ból.
   Obudziłam się, nad sobą widziałam zmartwioną mamę, jej czarne włosy zwisały tuż nad moim policzkiem. Zielone oczy tworzyły wilgotną wodę cieknącą jej po twarzy. Obok niej stał przytulony do matki Fryderyk. Widziałam na ich twarzach przerażenie, smutek.
-Coś się stało?-spytałam. Lekko słowa wydobyły się z mojego gardła, musieli mi podać jakiś lek podczas snu.Byłam im wdzięczna.
-Nic.-powiedziała matka ukazując uśmiech. Nie byłam pewna czy kłamie, czy też mówi prawdę. Liczyłam na szczere wypowiedzi, przymknęłam oczy. Kolejne łzy wydobyły się spod moich powiek.
-Mamo, ona znowu płaczę...-wyszeptał Fryderyk. Otworzyłam oczy, moja bledsza od jego twarzy ręka podniosła się na nie zbyt dużą wysokość, ale wystarczającą, by dotknąć jego dłoń,która w przeciwieństwie do drugiej zwisała tuż przy udzie. Poczułam zimną dłoń brata, zamknęłam oczy. Skupiła się na zmyśle dotyku, jedynym pragnieniem moim w tej chwili było przytulenie rodziny.Matki i Fryderyka...
-Jestem zdrowa?-wyszeptałam półgłosem. Żadnego ukucia, żadnego kaszlu, ale wiedziałam,że to nie może trwać wiecznie. Nie wiem nawet na co jestem chora, mój mózg nie pracował tak jak kiedyś. Zapamiętywał to co ciągle krążyło wokół mnie. Przelotne zdarzenia umykały mi z pamięci. Tęskniłam za zdrowymi chwilami, ale teraz, gdy jestem chora, doceniam wszystko. Widzę, jak Fryderykowi na mnie zależy jak stara się mi pomóc. Czuję, że musi tak być, każde kolejne sekundy są już zaplanowane tam u góry. Ja jestem tylko aktorką, która gra. Jedyne co się tu różni to to, że muszę improwizować przez całe moje trudne życie. Nie mam jakich wielkich planów, jedynie co, to chcę uszczęśliwić mojego młodego braciszka..
   Twarz mamy znów posmutniała, dając mi wyraźnie do zrozumienia, że ta odpowiedź ją dręczy. Nie jestem jeszcze zdrowa.
-Nie..-wyszeptał brat ułatwiając mamię. Jego inteligencja czasem mnie przewyższała, umiał ocenić chwilę i wykorzystać ją na korzyść moją jak i całej rodziny.- Jeszcze nie...-dodał. Uśmiech powrócił na ich twarze, często zmieniali wyraz, lecz to nie był wielki problem jak dla mnie.
-Chcesz odpocząć?-usłyszałam pytanie matki. Cicho westchnęłam, moje błękitno-zielone źrenice przemknęły przez gałkę tak, bym mogła spojrzeć na szary sufit.
-Co ja bym bez was zrobiła...-powiedziałam. Nie chciałam spać, po prostu chciałam porozmyślać. Zostawić problemy daleko, a być blisko rodziny.

3 komentarze: