niedziela, 16 grudnia 2012

Upadek

  Moje serce przyśpieszyło tempa, dziwnie się czułam. Często nie czułam go, a teraz biło jak szalone. Miłe uczucie ogarnęło moje ciało, przez które się zachwiałam i runęłam na łóżko.
  Smutna skuliłam głowę, matka przysiadła obok mnie. Łóżko ugięło się pod nami. Poczułam jak jej ręka kładzie się delikatnie na moim ramieniu.
-Coś się stało?-spytałam cicho i spojrzałam na jej czarne włosy, zielonkawe oczy błysnęły smutkiem.
  Odgarnęła mi włosy za ucho, a gdy to zrobiła czułam,że siły powoli ode mnie odchodzą.
-Córeczko...-zaczęła nie pewnie. W naszych oczach utkwiony był strach,a  zwłaszcza w matki.-Jeszcze powinnaś dostać cztery zastrzyki.-dodała. Zauważyłam,że zniża głowę.
  Siły opuszczały mnie, co raz mniej mi ich zostawało. Miałam ochotę znów wstać,ale tym razem nie dałam rady już nawet podnieść się na rękach. Moje plecy stawały się jak galaretka i zaczęły się przechylać do tyłu.
  Złapała mnie w ostatniej chwili. Moje oczy zamknęły się, nie dałam rady nawet ich uchylić. Poczułam jak pod moimi plecami układa się miękka kołdra. Nogi ktoś przeniósł na łóżko i zdjął purpurowe kapcie. Nagle zrobiło mi się wszędzie ciepło, ciepło, które było tworzone przez kołdrę. Zaszlochałam w sobie.
-Zaraz przyjdę..-oznajmił kobiecy głos.Do moich uszu doszedł dźwięk zamykanych drzwi. Matka musiała wyjść, zostawiając mnie ponownie samą.
  Zmęczenie dało mi chwilę spokoju, a potem zaatakowało ukłuciami, bólem nerek i żołądka. Chwyciłabym się za brzuch, ale moje ręce odmawiały mi posłuszeństwa. Próbowałam uciszyć ból, ale on narastał w każdej części ciała. Moja głowa,żołądek,nerki, gardło oraz kończyny dręczyły moją biedną psychikę. Próbowałam sobie wmówić,że to tylko chwilka, że zaraz przyjdzie mama i da mi kolejny cudowny zastrzyk dający mi ukochaną i wyczekiwaną od dawna ulgę.
  Kolejny dźwięk, ktoś otworzył drzwi. Poczułam na policzku zimny wiaterek wiejący z strony otwartych drzwi. Nikt ich nie zamknął,albo ja tego nie zarejestrowałam.
-Spokojnie, wytrzymaj.-powiedział ktoś. Od razu pomyślałam,że to mama,ale jednak w tym głosie było coś dziecinnego. Coś co mówiło,że to nie ona, to Fryderyk. Poczułam jak jego mała rączka ociera kropelki potu z mojego czoła. Wiedziałam,że musiał poczuć jaka ona jest gorąca, przecież nie miałabym w tedy gorączki.Oczywiste i logiczne.
  Uchyliłam usta, nie zdążyłam jeszcze nic powiedzieć, a już poczułam ukłucie w ramię. Zastrzyk wstrzyknął mi jaką u kajającą ciecz. Czułam jak płynie w moim ciele uspakajając kolejne części mojego chorego ciała.
-Mamo...-wyszeptałam. Słowa ledwie wydobyły się z moich ust, ale nie sprawiały już takiego bólu. Zmęczona otworzyłam oczy.
  Fryderyk siedział koło mnie, a matka stała z zastrzykiem przy moim ramieniu.
-Już nie długo.-oznajmiła matka z uśmiechem. Zauważyłam na jej policzku ślad po łzach, zdziwiło mnie to.
  Ominęłam ten temat patrząc na Fryderyka. Jego brązowe włoski były ulizane, oczęta patrzyły na mnie z nadzieją. Jego dłoń położyła się na mojej i otuliła ją swoim ciepłem.
-Jesteś głodna?-spytał cicho. Jego pytanie uśpiło całkiem wszystkie moje problemy, dziecięcy głos pozwałam mi rozkoszować się nim.Opowieści,które często mi opowiadał podczas początków choroby były opowiadane jego cudnym tonem. Jego dziecięcym głosem.
-Tak.-odpowiedziałam. Czułam jak żołądek buntuję się i pragnie jednego-jedzenia, o którym prawie nie pamiętałam.
 

3 komentarze:

  1. Znowu nie czytałaś drugi raz XD. Są zdania którym brakuje sensu :)
    Świetnie nawet to opisałaś :D. Biedny mały Fryderyk :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. A nadal miałaś błędy @.@. Ja czytam czasami po 10 razy XD

      Usuń