niedziela, 27 stycznia 2013

Kakao

-Tak?-spytałam przecierając sobie senne oczy.
-Wyspałaś się?-spytał niepewnie. Kącikiem oka spojrzałam na okienko, które było zasłonięte jakąś starą firanką w różne wzorki.
-Która godzina?-zadałam pytanie ignorując jego słowa. Nie chciało mi się odpowiadać,sama miałam ich mnóstwo, a wiele z nich nie ma szans już na odpowiedź.
-Kilka minut po ósmej.-oświadczył. Przymknęłam zmęczona oczy i poczułam nacisk lekki na brzuch, to Fryderyk próbował odsłonić zasłonę, by do pokoju wpadło trochę światła. Po chwili rozciągania odkrył okno, jasność wbiegła do małego pomieszczenia jak błyskawica. Odwróciłam głowę chroniąc ją przed nagłym światłem.
  Gdy się przyzwyczaiły spojrzałam na stojącego brata. Uśmiechał się szczerze,a z jego włosów spływały kropelki wody. Wesołe oczka obserwowały każdy mój ruch,jakby planował skok i tylko czekał na odpowiedni moment.
-Gdzie mama?-spytałam. W moim głosie usłyszałam niepokój,którego nie odczuwałam.
-Sprząta po śniadaniu.-powiedział. -Dwa dni brania lekarstw, a potem tylko czekanie aż nabierzesz więcej sił!-dodał uradowany. Uśmiechnęłam się do niego, ale szybko przekręciłam głowę,by wygodnie upadła jak mi się w niej zakręciło. W pewnym momencie rozbolała mnie, ból w gardle nadszedł wraz z mdłościami.
-Lekarstwo...-wykrztusiłam. Dzisiejszy ból okazał się słabszy niż zwykle, ale mimo to miałam go dosyć i pragnęłam jak najszybciej go poskromić.
-Przyniosę od razu ci coś do picia.- oznajmił. Wybiegł szybko z pokoju zostawiając mnie samą. Uśmiechnęłam się sama do siebie, ręce zaczęły mi drżeć, ale zignorowałam to. Przymknęłam oczy, to cud, że miałam jeszcze siły mieć je otwarte. Nie szeroko, ale nadal coś widziałam.
  Dźwięk otwieranych drzwi, sekundę potem czułam już igłę wbijaną w ramię. Cicho jęknęłam. Teraz to ona sprawiała mi najwięcej bólu, czułam jak ciecz rozpływa się po moim ciele. Ulga, po której już zamknęłam oczy. Westchnęłam cicho i podziękowałam w duszy, że mama znalazła dla mnie lekarstwo.
  Minęła godzina, a ja nadal leżałam z zamkniętymi oczami. Fryderyk co i raz szeptał do mamy co mi się dzieję, a ona odpowiadała, że po prostu jestem zmęczona. To jedynie wina choroby. W końcu otworzyłam oczy i spojrzałam na stojącego nade mną Fryderyka.
-Cześć.-wyszeptałam i lekko się uśmiechnęłam.
-Masz tu kakao.-oznajmił i pokazał mi kubek stojący obok łóżka na stołku. Pysznie pachniało, z resztą, jak kakao. Brat zauważył moją reakcję i podał mi kubeczek. Z wysiłkiem jeszcze zabrałam mu go i wzięłam łyk. Gorąco przepłynęło przez moje gardło, przez co ponownie jęknęłam.
-Nie dawno zrobiłem.-wyjaśnił. To mnie akurat ciekawiło, czemu jest gorące skoro od ponad godziny leżałam i odpoczywałam. Wzięłam kolejny łyk, który okazał się odrobinę chłodniejszy. Podmuchałam jeszcze dla pewności i wzięłam kolejny łyk, po czym westchnęłam zadowolona. Brakowało mi takiego ciepła, takiego kakao oraz takiego szczęścia.

3 komentarze: